Aktualności
X Winobraniowe Spotkania Teatralne
Monodram
Leony 2007
Zespół art.
Repertuar
O repertuarze
W przygotowaniu
Przegląd Współczesnego Dramatu
II Letni Festiwal Off Teatr
Winobraniowe Spotkania Teatralne
Powinobraniowe Spotkania Teatralne
Nowe fotele
Sponsorzy
Noce poezji
Oferta dla szkół
Leony 2006
Kronika
Archiwum
O Teatrze
Wydawnictwa
Linki
Przetargi
Projekty
Kontakt
Liczba odwiedzin:
000000
od 10.04.2007

ROZMOWA z Anną Seniuk

Publiczność postrzega panią jako osobę tryskającą energią, otwartą, a pani mówi, że jest nieśmiała, lubi samotność. Z czego wynika ta sprzeczność?

To nie jest sprzeczność - co innego temperament zawodowy, co innego charakter człowieka. Nie ma powodu, żebym chodziła na rauty, bale, koktajle, skoro źle się tam czuję. Miło, że dostaję wiele zaproszeń, ale szkoda mi na to czasu.

A na co go pani nie żałuje?

Wolę posiedzieć w domu, zwłaszcza od kiedy mam wymarzony kominek... To też składa się na życie, podobnie jak praca, zabawa, radości, troski...

Często zdarzają się kolizje między wykonywanym zawodem a życiem codziennym?

Nie można pogodzić wszystkich obowiązków. Nie we wszystkich sytuacjach sobie radzę, a mam duże poczucie odpowiedzialności. Nawet dzieci mnie krytykują, że za bardzo chcę być we wszystkim perfekcyjna. W domu jestem postrzegana jako zawodowy pesymista. Walczę z tym. I mam już drobne sukcesy.

Aktorstwo nie pomaga w życiu?

W wielu wypadkach przeszkadza. Mam bardzo mało czasu dla siebie, a lubię podróże, góry, sport. Będąc aktorem, jest się uwiązanym do miejsca od rana do wieczora. Nie można wyskoczyć jak z biura - nawet na chwilę. Nie mogę wpaść do znajomych na weekend, nie jestem anonimowa podróżując, a także na wakacjach.

Ale ciągnie panią do tego miejsca.

Tak, poza tym nie mogę sobie pozwolić na zrezygnowanie z pracy z powodów finansowych. Muszę po prostu zarabiać na życie - i to wcale nieluksusowe. Ale nie mam żalu do losu. Przeciwnie, mam dużo szczęścia w życiu - fantastyczne dzieci, pracę, którą lubię, mieszkanie z kominkiem, ostatnio wspaniałą protezę na nodze zamiast gipsu. Same cudowne rzeczy mnie spotykają.

Czy doświadczenie w pani zawodzie pomaga?

Aktorstwo to szalona amplituda - w jednym roku można być na topie, a w następnym spaść na sam dół i być wytykanym palcem przez krytyków i kolegów. Doświadczenie niewiele tu pomoże, choć oczywiście w miarę upływu czasu aktor umie coraz więcej. Trzeba jednak walczyć z rutyną, dlatego staram się robić przeróżne rzeczy poza teatrem, na przykład uczę w Akademii Teatralnej. Trochę reżyseruję, gram gościnnie w innych miastach, na przykład ostatnio w Zielonej Górze. Poznaję ciekawych ludzi, zawieram przyjaźnie. I cieszę się tym.

W jednym z wywiadów powiedziała pani, że woli, gdy sztuka koi niż szokuje.

Szok jako jedyny środek artystyczny w ogóle mnie nie interesuje, moim zdaniem świadczy o nieudolności twórcy.

Zagrałaby pani, na przykład, u Grzegorza Jarzyny?

Tak, nawet były rozmowy w tej sprawie, ale nie spotkaliśmy się z powodu terminów.

Nie skusiło pani dotąd występowanie w telenowelach ani reklamach.

Czekam na właściwą, interesującą propozycję, dobry scenariusz. Grałam w serialach i wiem, że trudno się potem wykaraskać z długo pojawiającej się na ekranie postaci. Choć to, że ludzie kojarzą mnie z Madzią Karwowską, jest bardzo miłe. Jednak kiedyś myślałam inaczej. Walczyłam jak lew, żeby mnie z nią nie utożsamiano. Przez dwa lata nie grałam w niczym, ponieważ otrzymywałam kolejne bardzo podobne propozycje. Nie chciałam grać współczesnych kobieciątek, kur domowych. Uzbroiłam się w cierpliwość i czekałam. Dwa lata. Po nich nakręciłam swoje najlepsze filmy – „Bilet powrotny”, „Panny z Wilka”, „Konopielkę”.

Boi się pani upływu czasu?

Ale skąd! Nie jestem przecież zniedołężniała fizycznie, a w środku, w głębi duszy - taka sama jak dawniej. Profesor Bardini powiedział kiedyś, że do starości trzeba się przygotowywać bardzo wcześnie - mając 30, 40 lat, po to, by starość nas nie zaskoczyła. Coś tracimy, ale i coś zyskujemy. Przez rok nie grałam w rodzimym Teatrze Ateneum i nie popadłam z tego powodu w rozpacz - znalazłam sobie mnóstwo innych ciekawych zajęć. Dużo podróżowałam ze sztuką „Pierwsza młodość”, koncertami w cyklu „Verba sacra”. I prywatnie. Miałam czas, żeby czytać, zajmować się domem. Ale kiedy gram, też jest fantastycznie. Dopóki dopisuje zdrowie - wszystko jest dobrze. Trzeba umieć przyjmować, co przynosi los. Z wiekiem coraz wyraźniej postrzegam, że wszystko, co nas spotyka, ma sens, tylko trzeba umieć go dostrzec.

I pani mówi, że jest pesymistką.

Po niektórych moich trudnych doświadczeniach, między innymi chorobie - zmieniłam się. Jestem bardziej zaciekawiona życiem. Podobno największy procent ludzi cieszących się życiem to ludzie dojrzali - po 50., 60., 70. I tak chyba jest. Młodzi jeszcze nie wiedzą, że właśnie są szczęśliwi. I tak ma być, to normalne. Gdy moje dzieci były małe, brakowało mi czasu, żeby się nimi nacieszyć, bo albo nieustająco się o nie lękałam, albo chorowały. Zamartwiałam się, czy dobrze je karmię, wychowuję, czy nic im się nie stanie. A teraz dzieci dorosły, może będą wnuki. To sama rozkosz.

Niedawno wystąpiła pani po raz pierwszy ze swoimi dziećmi na Festiwalu Teatrów Rodzinnych w Pile.

Miałam okazję spędzić z dziećmi prawie dwa dni. W Warszawie takiego luksusu nie mam. Córka jest altowiolistką, studentką Akademii Muzycznej i nigdy dotąd ze mną nie występowała. Syn wprawdzie jest aktorem, ale nie ma potrzeby ani ochoty występować z mamusią, wszystko chce robić na własny rachunek.

Przed czym go pani przestrzega?

Nie przestrzegam i nie przestrzegałam, bo w ogóle nie wiedziałam, że będzie zdawał do szkoły teatralnej. Na korytarzu Akademii Teatralnej mijaliśmy się, jakbyśmy się nie znali. Postanowił pokazać, że zostanie aktorem bez niczyjej pomocy. Szanuję ten wybór. Po IV roku studiów na Festiwalu Szkół Teatralnych zdobył cztery liczące się nagrody - w tym publiczności, dziennikarzy, Teatru Narodowego i tym samym udowodnił, że sobie radzi. A teraz będzie musiał pomalutku szukać swojego miejsca w zawodzie. Jak to będzie robił - nie wiem, to jego rzecz. Nie prosi mnie o wskazówki, o nic nie pyta, a ja się nie wtrącam. Przeciwnie, to on nieraz zwraca mi uwagę, gdy popełnię błąd. Słucham go, bo wiem, że ma „instynkt”.

Czy pani studenci wierzą w konieczność nauki w czasach, gdy panuje kult młodości i nic nie trzeba umieć, żeby zagrać główną rolę w filmie?

Nikt ich siłą w szkole nie trzyma. To ich wybór. Są szaleńcami mającymi nadzieję, że znajdą swoje miejsce w teatrze. Niestety, nie wszystkim się uda i to też staram się im uświadomić. Ci, którzy nie uczą się w Akademii Teatralnej, mają większe szanse na granie w serialach, udział w castingach.

Podobają się pani te szybkie kariery młodych ludzi?

Każdy ma prawo do swoich pięciu minut. A potem czas pokaże, kto zniknie, a kto zostanie. Wszystko zależy od człowieka, czy będzie się rozwijał, czy stał w miejscu. Bywają przypadki, że zdolni amatorzy zdają później eksternistyczne egzaminy.

Czy promuje pani swoich studentów?

Mają naprawdę ciężko. Chciałabym im pomóc. Kiedy reżyserowałam w radiu spektakle muzyczne z muzyką Macieja Małeckiego: „Balladynę”, „Pchłę Szachrajkę”, a ostatnio „Nie-boską symfonię” według Krasińskiego, pracowałam głównie z moimi byłymi studentami. Chciałabym znaleźć dla nich scenę, na której mogliby się pokazać w małych formach teatralnych, recitalach. Niestety, brak mi zdolności menedżerskich. Nie umiem chodzić, załatwiać, rozmawiać ze sponsorami, a wykonanie telefonu jest dla mnie dużym stresem, bo nie znoszę rozmawiać przez telefon. Wolę jechać na dworzec kolejowy, żeby zobaczyć, kiedy jest pociąg, niż dzwonić do informacji!

Rozmawiała Małgorzata Piwowar
Rzeczpospolita, 13 grudnia 2002

 

Ostatnia aktualizacja 18.12.2007r. g.21:02
Wersja do druku e-mail wstecz wstecz do góry do góry
28.02.2021 r.
Najbliższe przedstawienie:


Newsletter
Jeżeli chcesz otrzymywać informacje oraz repertuar LT, wpisz swój adres e-mail:

dodaj usuń
OK
 
Kontakt

Jeśli masz jakieś pytania lub wątpliwości, możesz je zadać naszym pracownikom:
Impresariat LT


Łączy Nas ZielMAN

Zielonogórski Ośrodek Kultury
Zielonogórski
Ośrodek Kultury


Pajacyk

Serwis internetowy Lubuskiego Teatru dostępny jest za pośrednictwem ZMSK ZielMAN - www.zielman.pl